Wicemarszałek Włodzimierz Czarzasty:
Dziękuję serdecznie.
Bardzo proszę panią posłankę Katarzynę Kotulę
o przedstawienie uzasadnienia projektu ustawy
zawartego w druku nr 177.

Poseł Katarzyna Kotula:
Dziękuję bardzo.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Drogie,
Szanowne Działaczki Ruchów Kobiecych i Działaczki
Aborcyjne! Dokładnie miesiąc temu, kiedy marszałek
Szymon Hołownia przesuwał debatę o aborcji, w
warszawskim szpitalu Paulina starała się o przerwanie
ciąży. Miała wszelką niezbędną dokumentację
medyczną, która uprawniała ją do legalnej aborcji na
podstawie obowiązującego prawa. Paulina miała
zaświadczenie od specjalisty, które zapewniało, że jej
zdrowie jest zagrożone. Ginekolodzy w warszawskim
szpitalu nie chcieli niestety uznać tego zaświadczenia
i rozpoczęła się gra na czas. Kto dłużej wytrzyma tę
próbę sił? Kobieta w stanie zagrażającym zdrowiu czy
szpital, instytucja, która powinna jej pomóc, a nie
kłaść kłody pod nogi? To była gra życiem kobiety.
Nie pierwsza, ale mam nadzieję, że jedna z ostatnich.

Paulina opowiedziała swoją historię mediom.
Zachęcam wszystkich, by przeczytali ten wywiad przed
piątkowym głosowaniem. Otwórzmy w końcu oczy
na to, co dzieje się w polskich szpitalach, i zadajmy
sobie pytanie, czy aby na pewno chcemy podtrzymy-
wać ten stan rzeczy. Kogo on zadowala? Komu służy?
Jaki jest bilans zysków i strat? Czy aby na pewno
warto w tym trwać? „Sumienie” to słowo odmienia-
ne przez wszystkie przypadki. Wiele osób, a
właściwie wielu mężczyzn mówi, że w sprawie prawa
kobiety do przerywania ciąży wypowie się zgodnie ze
swoim sumieniem. Mam do was, drodzy mężczyźni,
drodzy koledzy, politycy, ogromną prośbę: zamiast
mówić o sobie, warto zacząć mówić i myśleć o
kobietach, których sprawa aborcji przecież dotyczy. To one
stanowią podmiot tej debaty, nie politycy i nie ich
sumienia. (Oklaski)

Mam dzisiaj zaszczyt i przyjemność jako posłanka
klubu parlamentarnego Lewicy i wnioskodawczyni
projektu o bezpiecznym przerywaniu ciąży
przedstawić państwu projekt, który jest oparty na trosce i
empatii w stosunku do kobiet, które po 30 latach
obowiązywania zakazu aborcji muszą w końcu odzyskać
odebrane im wiele lat temu prawo do podejmowania
samodzielnych decyzji w sprawie macierzyństwa,
swojego zdrowia i życia.

Dzisiaj mam 47 lat. Kiedy po raz pierwszy
zaostrzano prawo aborcyjne, miałam lat 16, a kiedy
zapadł wyrok Trybunału Konstytucyjnego, miałam lat
20 i byłam na studiach. Przez większość mojego życia
żyłam i mieszkałam w państwie, które nie szanuje
moich praw, które nie daje mi żadnej możliwości
wyboru. Ale jeszcze smutniejsze jest to, że dzisiaj jestem
matką 23-latki, która jest gdzieś tutaj, na galerii i
która całe swoje życie żyła w państwie, które jej i jej
koleżankom odbiera podstawowe prawo do
podejmowania samodzielnej decyzji o ich macierzyństwie.
Żyje w państwie, w którym jej zdrowie i życie zależy
od widzimisię i sumienia polityków. Jak mam dzisiaj
jako polityczka wytłumaczyć jej, jej koleżankom i
wszystkim tym młodym kobietom, że ich zdrowie i życie
zależą od widzimisię kilku panów w garniturach,
którzy po prostu boją się panów w sutannach. Jak,
będąc polityczką, mam wytłumaczyć tym młodym
dziewczynom, tym młodym kobietom w Polsce, że
państwo, zamiast otoczyć je opieką, dać im wsparcie,
umywa ręce, udaje, że nie widzi i nie słyszy.

Wniesiony przez Lewicę projekt ustawy
wprowadza prawo do aborcji – chodzi o prawo, nie obowiązek.
I to kobieta musi mieć możliwość, aby móc sama,
zgodnie ze swoim sumieniem zdecydować o tym, czy
z tego prawa skorzystać czy też nie. I każda z nas,
każda z kobiet jest na tyle mądra, by móc tę decyzję
podjąć samodzielnie, bez pytania o zgodę cudzego
sumienia, a prawo musi to umożliwić. To jest
historyczny moment, bo po raz pierwszy w Sejmie
spotykają się trzy projekty liberalizujące prawo aborcyjne.
Dzisiaj mało kto pamięta, że od 1956 r. aborcja była
w Polsce legalna. Niemki, Francuzki, Brytyjki
walczyły wtedy o prawo do samostanowienia i
przyjeżdżały do nas, do Polski, aby taką niechcianą ciążę
przerwać. A dzisiaj jest odwrotnie: to kraje takie jak
Holandia wyręczają państwo polskie i pomagają
kobietom, gdy ciąża zagraża ich zdrowiu i życiu.

W latach 90., które już bardzo dobrze pamiętam,
miały miejsce kolejne próby zaostrzenia prawa
aborcyjnego. Najpierw efektem tego było prawo aborcyjne
oparte na czterech przesłankach, w tym przesłance
ekonomiczno-społecznej, a finalnie, po wyroku
Trybunału Konstytucyjnego w 1997 r. zakończyło się to
wprowadzeniem zakazu aborcji opartego na trzech
wąskich przesłankach, dla niepoznaki i czystych
sumień konserwatywnych polityków i duchownych
Kościoła katolickiego zwanego kompromisem aborcyjnym.
Nikt nie pytał wtedy kobiet o zdanie w sprawie
planowania rodziny, ochrony płodu ludzkiego i
warunków dopuszczalności przerywania ciąży – tak
nazywała się ta ustawa. Nie pytano kobiet, bo ta ustawa
była początkiem wymazywania kobiet z debaty o aborcji.
Część polityków miała czyste ręce i czyste sumienia.
Prawo zabraniało kobiecie przerywania ciąży,
lekarze przestali wykonywać aborcję, ale tylko w
publicznych szpitalach. Według rządowych statystyk
ciążę przerywało 600–1000 kobiet rocznie, a w rze-
czywistości miała ją co trzecia Polka.

Na przełomie lat 90. i 2000. kwitło podziemie
aborcyjne. Zabiegi przerywania ciąży wykonywano
w prywatnych gabinetach, do których jeździłam
wtedy z koleżankami, żeby je wspierać. Chyba wszyscy
pamiętamy, jak w prasie papierowej roiło się od
ogłoszeń: „AAA ginekolog – wszystko”, „Ginekolog –
zabiegi zaawansowane, przywracanie miesiączki, pełen
zakres usług”. Koszt: 1,5–2 tys. zł, a to były wtedy
duże pieniądze. Potem pojawiły się leki na wrzody
i stawy, które kobiety szybko nauczyły się
odpowiednio dawkować i zdobywać dla koleżanek, tak jak ja,
aby mogły one przerywać ciąże. Pojawiły się kredyty
na aborcję. I dalej wszyscy byli zadowoleni. Lekarze
zarabiali na aborcjach, także ci, którzy dzisiaj znaj-
dują się po prawej stronie sceny politycznej i na co
dzień pracują tutaj jako posłowie. (Oklaski) Rozwija-
ła się turystyka aborcyjna, kwitły chwilówki i dalej
wszyscy udawali, że nie widzą, nie wiedzą, i wciąż
byli zadowoleni.

W szpitalach na Podlasiu i Podkarpaciu nawet ten
pseudokompromis nie działał, bo żadna, ale to żadna,
kobieta od lat, nawet w przypadku zagrożenia
zdrowia i życia, nie mogła tam otrzymać pomocy i była
odsyłana z kwitkiem, chociaż w zasadzie raczej bez
kwitka, bo lekarze odmawiali aborcji, zasłaniając się
klauzulą sumienia. I chociaż łamali w ten sposób prawo,
nie wyznaczali podmiotu leczniczego, w którym
kobieta mogłaby przerwać ciążę, i nie dokumentowali
tej odmowy na piśmie. Łamanie praw pacjentek?
Kto by tam się przejmował kobietami.

Od 1992 r. działała Federacja na rzecz Kobiet
i Planowania Rodziny, która pomaga kobietom do
dzisiaj, kobietom, które potrzebują albo chcą
przerwać ciążę, także w polskich szpitalach.
Przedstawicielki federacji uczą, wspierają prawnie i walczą na
forum europejskim o przestrzeganie prawa tam,
gdzie jest ono łamane. Bardzo wam za to, dziewczyny,
dziękuję, bo w polskich szpitalach wciąż dzisiaj łatwo
o relikwię, ale trudno o aborcję, nawet taką, która
jest zgodna z obowiązującym prawem.

Przez te wszystkie lata kobiety kombinowały, jak
przerwać ciążę, a sumienia polityków nadal były spokojne.
Czy wasze sumienia są teraz spokojne, gdy
kobiety nadal zmusza się do kombinowania? Czy do
waszych sumień dociera, że jeśli kobieta chce być
w ciąży, to zrobi wszystko, żeby w niej być, ale jeśli
nie chce być w ciąży, to też zrobi wszystko, żeby w niej
nie być? Państwo nie może dzisiaj udawać, że aborcji
nie ma, bo aborcje były, są i będą, więc państwo musi
zrobić wszystko, żeby aborcja była bezpieczna, dostępna,
legalna i żeby odbywała się w odpowiednich
warunkach. Państwo musi też zrobić wszystko, żeby
aborcja była darmowa, bo aborcja to zwykły zabieg
albo świadczenie medyczne, które powinno być
kobietom gwarantowane. Te bogatsze, zamożniejsze
kobiety po prostu zapłacą i wyjadą na zabieg za granicę.
Do części kobiet dotrą informacje o Aborcji bez
Granic, ale część może albo zostać oszukana, albo po
prostu sobie nie poradzić, a część będzie martwiła się
o to, skąd wziąć i jak załatwić pieniądze na tabletki.

W 2016 r. PiS próbował zaostrzyć prawo aborcyjne,
dopuszczając ustawę, która chciała wsadzać kobiety
za aborcję do więzienia, a nawet za podejrzane
poronienia. Spotkałyśmy się wtedy na ulicach polskich
miast, dużych i małych, i w strugach deszczu udało
nam się zatrzymać to szaleństwo. Ale PiS-owi to nie
wystarczyło i w 2020 r. politycznym wyrokiem
Trybunału Konstytucyjnego w czasie pandemii cynicznie
jeszcze zaostrzył prawo aborcyjne. Wyrokiem, który
tak naprawdę nie jest wyrokiem, Trybunału Konstytucyjnego,
który tak naprawdę nie jest Trybunałem
Konstytucyjnym. I nic to, że podjęliśmy w Sejmie taką
uchwałę, bo dzisiaj lekarze niestety nadal tego wyroku przestrzegają.

A potem w szpitalu zmarła Izabela z Pszczyny,
która pisała do swojej matki: Na razie dzięki ustawie
aborcyjnej muszę leżeć i nic nie mogę zrobić. A potem
Agnieszka z Częstochowy, Dorota z Bochni i wiele
innych. A kiedy pani Ola poroniła i pojechała do
szpitala, PiS-owska prokuratura wysłała do jej domu
policję, która sitkiem przeszukiwała szambo,
szukając dowodów na pomocnictwo w aborcji.

Zakaz aborcji zabija i nie likwiduje aborcji. Zakaz
aborcji powoduje, że w polskich szpitalach nie ma
dzisiaj bezpiecznej aborcji. Ale od 30 lat te aborcje się
dzieją tylko dlatego, że poszczególne osoby znajdują
sposób na to, żeby je zrobić. Ostatnie lata to zasługa
grup nieformalnych i aktywistek działających
w Polsce – to Aborcyjny Dream Team czy Aborcja bez Granic.
Wiem, że jesteście, pozdrawiam was bardzo serdecznie
i dziękuję za waszą pracę. (Oklaski)

Darowizny od Belgii, Francji i Holandii, od
prywatnych darczyńców umożliwiają te aborcje. Tylko
w ciągu ostatnich 3 lat aborcje z Aborcją bez Granic
miało 132 tys. osób z Polski. Każdego dnia co
najmniej 100 osób ma dzięki nim bezpieczną aborcję, ale
aktywistki szacują, że i tak obsługują
mniej niż połowę zapotrzebowania.

Państwo polskie zaoszczędziło na zdrowiu i życiu
Polek 49 mln przez ostatnie 8 lat. Na aborcje
wykonywane u kobiet z Polski składają się wszystkie inne
państwa, takie jak Holandia, Francja czy Belgia, ale
też prywatni darczyńcy. Każdego dnia dzięki pieniądzom
otrzymanym z organizacji kobiecych około
siedmiu kobiet wyjeżdża do Holandii na zabieg
aborcji w drugim trymestrze ciąży. Wiele z nich
potrzebuje wsparcia finansowego. To są często ciąże chciane,
to są często ciąże wyczekane, ale te kobiety nie
mogą otrzymać pomocy w swoim państwie.

W poniedziałek w holenderskim parlamencie przy
udziale holenderskiej ministry zdrowia odbyła się
debata na temat dostępu do tabletek aborcyjnych dla
osób z Polski. I nie była to debata o światopoglądzie,
o początkach życia, o tym, czy kobieta jest człowiekiem,
ale o tym, jak polepszyć dostęp do tabletek
aborcyjnych przez holenderską telemedycynę.
Jeśli projekt przejdzie, to osoba w niechcianej ciąży z
Polski będzie mogła odbyć konsultacje on-line z
holenderskim lekarzem i na podstawie wywiadu
medycznego otrzymać tabletki aborcyjne. Będzie mogła
zrobić tę aborcję w domu, samodzielnie, z pomocą
koleżanki, męża, matki czy też przyjaciółki.

Drodzy Politycy! Drogie Polityczki! Na koniec
mam do was ogromną prośbę, zwłaszcza do moich
bardziej konserwatywnych koleżanek, a zwłaszcza
kolegów. Rozmawiajmy, tak jak mówicie. Nie kłóćmy
się. Rozmawiajmy, bo w powiedzeniu, że zgoda buduje,
niezgoda rujnuje, jest oczywiście prawda, ale
nie będziemy rozmawiać, jeśli nie skierujecie tych
wszystkich czterech projektów do dalszych prac. A dla
Lewicy projekt o dekryminalizacji, który prezentowała
posłanka Anna Maria Żukowska, jest priorytetem.
Życie i zdrowie kobiet jest ważniejsze niż każda polityczna bitwa.
To nie wasze sumienie, to sumienie kobiet.
To nie wasz wybór, to wybór kobiet. Dziękuję.
(Oklaski)